sobota, 31 grudnia 2016

Coś się kończy, coś się zaczyna...

Gdy przed ponad siedmioma laty publikowałam pierwsze posty na blogu, nie sądziłam, że przygoda z szydełkowaniem będzie trwała tak długo... Ale cytując klasyka: coś się kończy, coś się zaczyna...

Szanując Was - czytelników, którzy się tu pojawiacie, pragnę coś wyjaśnić...

Tuż przed świętami przejrzałam po raz kolejny półki z włóczkami. Wszystkie miękkie motki powędrowały do worków próżniowych. Pozostałe posegregowane rodzajami grzecznie będą czekać ponownie na swój czas w kartonach na szafie... Przede mną przygotowania do wielkiej wyprzedaży prac, które robione były pod wpływem twórczego uniesienia, a teraz twórczo zajmują mi przestrzeń ;) Na półkach kipiących od kolorowych motków zostało tylko kilka - do których mam zamiar sięgnąć w wolnych chwilach...

Od dłuższego czasu nie przyjmuję już żadnych zleceń szydełkowych, bo najzwyczajniej w świecie nie miałabym kiedy ich realizować. Praca zawodowa i zaangażowanie w działalność fundacji pochłaniają wiele mojej energii. Intensywne miesiące odbijają się też na moim zdrowiu i tam, gdzie już udawało mi się wyjść na prostą, to znów pojawiają się problemy...

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Doceniam małe rzeczy, dążę do odgracenia życiowej przestrzeni (a jak ona wygląda u robótkomaniaczek łatwo się domyślić ;) ) oraz uparcie dążę w kierunku marzeń... Szydełkowanie? Nie jest już na jednym z pierwszych miejsc jak dawniej... Blog nie będzie już tryskać na lewo i prawo nowymi pracami. Nie będę go jednak zamykać, likwidować ani nic z tych rzeczy. W planach jest seria artykułów z instrukcjami na wykonanie różnych szydełkowców. Mam nadzieję, że będą się one pojawiać nie rzadziej niż raz w miesiącu.

Zostawiam Was z jedną z błyskotek, które powstały dość dawno, ale nie doczekały się jeszcze publikacji


Przy mini inwentaryzacji prac okazało się, że mam masę bransoletek, które nie doczekały się zdjęć, więc niebawem mam nadzieję nadrobię zaległości zdjęciowe oraz zaprezentuję całkiem nowy projekt w zupełnie innej dziedzinie.

Życzę noworocznych pięknych planów, spełnienia marzeń i zapału do twórczych prac :)

poniedziałek, 17 października 2016

koloru!

Lubię jesień. Szuranie butami po wyschniętych liściach, piękne poranne mgły... Szukam wtedy złoto-bursztnowych widoków i chłonę te piękne jesienne doznania... Dla kogoś, kto źle znosi upały wiosna i właśnie jesień to ulubione pory roku.

Ostatnio niestety pogoda nie rozpieszcza, często pada, jest zimno, buro i ponuro i nawet zmieniające się barwy liści tak jakby mniej cieszyły...

Chyba dlatego tak bardzo tęskno mi za kolorem... I oczy moje wędrowały do kuferka z kolorowymi bransoletkami. Raz, drugi, trzeci i doznałam olśnienia, że przecież wszystkich ich jeszcze nie pokazałam!

Więc prędko nadrabiam... kolorem.


To już chyba resztki tego cudnego, energetycznego miksu koralików. Obiecałam sobie, że nie będę na razie nic dokupować i spróbuję kreatywnie wykorzystać całe kartony zapasów, zarówno włóczek, jak i koralików. Patrząc na kolorowe motki, które ładnie w rzędach czekają na splecenie jakichś dziergadeł, przez myśl przebiegają najróżniejsze pomysły co z nich zrobić, a potem druga - życia braknie, żeby wszystkie włóczki przerobić... Na szczęście ograniczone zasoby czasu skutecznie hamują mnie przed szaleństwem włóczkowo-zakupowym

Kolorowa bransoletka jest w drodze do nowego domku, a mnie znów kolorowe koraliki wołają, żeby je naniziać na nitkę i przerobić na jakąś ozdóbkę.

Na szczęście jest mały progres - w żółwim tempie (ale jednak!) powstają nowe dziergadła :) Ciekawe czy uda mi się kiedykolwiek opróżnić mój koralikowy kuferek...

wtorek, 4 października 2016

wykopaliska, czyli finger knitting z szydełkowym akcentem

Robiąc porządki na blogu odkryłam post zapisany w wersjach roboczych, który nigdy nie został opublikowany. Wpis jest baaardzo stary, bo aż sprzed dwóch lat. Zapraszam więc na wykopaliska ;)


Ostatnio pobawiłam się trochę metodą finger knitting i zrobiłam taki komplet

Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała od siebie czegoś szydełkowego, więc tym sposobem znalazły się białe szydełkowe tuby.


Fajna sprawa z tym dzierganiem bez drutów, nawet moja 6-letnia córka sobie poradziła i wyczarowała własną bransoletkę.


Problem w tym, że Dobrusia ma już 8 lat, ale zapału twórczego nadal jej nie brakuje ;)

czwartek, 29 września 2016

Tajemniczy trójkątny COSIEK z trzema guzikami

Kiedy przed ponad tygodniem chwyciła mnie wena, to skończyłam dziergać torbę, którą miałam zabrać na wakacje. Zostało wszyć podszewkę i dorobić zapięcie - może do przyszłego urlopu się wyrobię ;) To tak tytułem wstępu, że czasu na dzierganie praktycznie nie mam...
Ale wracając do COŚKA. Idąc za ciosem chwyciłam za beżową włóczkę, bo była to faza pierwszego konkretnego ochłodzenia, a potrzeba okazała się nad wyraz nagląca. Zrobiłam szybko bardzo potrzebnego ciepłego COSIA, wrzuciłam zdjęcie na facebookowy profil z pytaniem - co to jest i do czego służy.


niedziela, 7 sierpnia 2016

Turkusowe podkładki i włóczkowa przygoda

Ależ mnie znów długo nie było! Nowe obowiązki wciągają mnie w wir pracy i na szydełko najzwyczajniej brakuje sił... Ale bywają też chwile, że wewnętrzny głos mówi: siadaj i twórz.

No i powstają na przykład takie drobiazgi jak mięsiste turkusowe podkładki pod kubek ;) Komplet - całe 4 sztuki.


Wzór jest bardzo wdzięczny, pojawia się na wielu blogach rękodzielniczych.

Dziś znów pojawiła się nieodparta chęć szydełkowania. To pewnie efekt tego, że ostatnie dwa dni spędziłam w łóżku, ponieważ dzieci sprzedały mi bostonkę, a jak to u starych bywa - ścięło mnie totalnie... Tak więc odpoczęłam, w pracy oznajmiłam, że pojawię się najprędzej w środę, co by zarazy nie szerzyć i pojawiła się myśl - co zrobić z czasem, który trzeba spędzić na mało intensywnych czynnościach? No jak to co - szydełkować! Pomysł - jest, przecież za 2 tyg. krótki, ale zasłużony urlop, a mi się przyda nowa torba. Wertuję w myślach zapasy... mam cudną tasiemkową kremową włóczkę z dodatkiem wiskozy. Idealna na prostą, wielką torebkę. No to rzuciłam się do szukania w zapasach... Dawno nie przerzucałam włóczek i... nie ma. 4 solidne kłębki włóczki tasiemkowej diabeł ogonem zakrył... Palce świerzbią, aby szydełkować, nie ma mowy o innym projekcie... tylko nie mogę dobrać włóczki, która do niego pasuje... tamta jest idealna (jest, na pewno jest, tylko gdzie ja ją upchałam ponad 4 miesiące temu?). Też tak macie? Projekt jest, czas jest, tylko włóczka, o której myśleliście gdzieś wsiąkła? Uciekam więc dalej na poszukiwania tej jednej jedynej włóczki, obym znalazła, wtedy niebawem pojawi się kolejny wpis ;)

niedziela, 19 czerwca 2016

Biały przytulasty zając

Zając? Hmm... chyba bardziej królik, bo zające mają dłuższe uszy ;)

Wykonany do ostatniego centymetra białej puchatej włóczki, która została mi po poprzednich pracach. Prosty, bez zbędnych ozdób. Typowy minimalista. 



Wykonany w całości z głowy - tak jak szydełko poniosło. Nie będę ukrywać - uwielbiam ten stan, kiedy udaje mi się dziergać tylko to, co szydełko i włóczka samo podpowiada. Tu było nieco trudniej, z racji kurczącej się włóczki i kompromisów podczas tworzenia. 

Rękodzielnicze wyzwania też lubię, a nie przepadam jedynie za seryjną pracą, która więcej ma z rzemieślnictwa niż z twórczej radosnej pracy.

Pomalutku kończą mi się prace do prezentowania, nowe są ciągle w powijakach... Obowiązki domowe, zawodowe, ogrodowe i hmm... nazwijmy to społeczne mocno uszczuplają mi czas. Muszę wybierać co jest ważne, co mniej... Wy pewnie to znacie, dla mnie to nieco nowe doświadczenie, bo po wyłączeniu zawodowym na czas odchowania dzieci, życie podkręciło tempo niesamowicie, a do tego nasza fundacja otrzymała kolejny grant na realizację projektu, więc czas zapowiada się bardzo intensywnie. Przede mną nie lada wyzwanie - jak to wszystko połączyć i nie zwariować. Trzymajcie kciuki, bo nie chciałabym schować włóczek i szydełka głęboko do szafy ;)

sobota, 11 czerwca 2016

baletnica, czyli królik w różu

Róż. 

Ten kolor musi mieć w sobie to COŚ, skoro za nim przepadają dziewczyny w każdym chyba wieku (no, może oprócz mnie, ale czego się nie robi dla miłośniczek tej barwy).

Gdy trafiła w moje ręce pluszowa włóczka w RÓŻOWYM kolorze (bardzo różowym), to się nieco załamałam, bo na zdjęciach nie wyglądała tak... różowo. Musiała nieco poleżeć, żeby róż nie bił mi po oczach i abym wpadła na pomysł jak ją wykorzystać (odcień różu pomieszał mi szyki). Jedno było pewne - będzie milusi królik.

Wybierałam, przebierałam, przykładałam coraz to inne włóczki i chyba doszłam do kompromisu.



Postanowiłam połączyć ten kolor z białymi elementami (wnętrza uszu, opaska, "gumka" spódniczki) oraz grafitowymi dodatkami z włóczki fantazyjnej, która dodatkowo posiada błyszczące srebrne drobinki, tak jak i różowa włóczka.

sobota, 4 czerwca 2016

Szczur - bo chłopcy nie lubią słodkich zabawek...

Zawsze największe problemy sprawiają mi rzeczy wykonane dla chłopców. Z dziewczynkami tak jakoś łatwiej ;) A jak jeszcze chodzi o jakąś zwierzęcą przytulankę, to już całkiem robi się kosmos.
Stąd pomysł na coś nietypowego, coś czym zainteresują się też i chłopcy. 

Powstał więc... szczur. Z długaśnym różowym ogonem. W dotyku jest niewyobrażalnie milusi i chyba wcale nie taki straszny ;)

Choć wyłupiaste oczy początkowo mogą nieco zmylić - szczurek jest całkiem przyjazny.


Na zdjęciach można zauważyć, że uszy są zrobione w nietypowy sposób. Zależało mi, aby nie były grube, a jednocześnie sztywno się trzymały, stąd pomysł na to, by wyszydełkowane elementy dodatkowo potraktować igłą - obrębiając brzegi powstał całkiem fajny efekt wizualny, a szydełkowe uszy grzecznie sterczą, a nie oklapują niczym uszko misia Uszatka ;)

  
Dzięki użyciu dwóch nitek włóczki soft powstał milusi efekt futerka. Szydełkowy szczurek w dotyku jest bardzo milusi - nic tylko się wtulać i miziać.


Jak się Wam podoba szczurek? Chyba wcale nie jest taki straszny ;) Dobrochna, moja córka, stwierdziła, że wyszedł całkiem jak bohater bajki "Ratatuj", tylko czapkę kucharską trzeba dorobić. Ja póki co, zostawiam szydełkowego szura w okrojonej wersji ;)

**********************************************************************

Wczoraj, a właściwie to już dziś, bo tradycyjnie przeciągnęło mi się grubo po północy, w końcu rozsiadłam się z szydełkiem. Ruszyły prace nad czymś całkiem nowym, mam nadzieję, że nie braknie mi weny i sił. 

Ostatnio bardzo pracowity czas - praca, fundacja, dzieci, dom i... ogród! Po latach odpuszczania w tym temacie wzięłam się za nasz kawałek piaszczystej ziemi przykrytej grubą warstwą przerośniętej trawy. Rozrysowuję, planuję, zrywam darń (razem z korzeniami dobre 30cm!), dorzucam ziemię z kompostownika (na razie kiepski, bo w praktycznie z liści, patyków i trawy, ale lepsze to, niż nic). Efektów wizualnych na razie wielkich nie ma (nie licząc brązowych plam na zieleni trawnika, z których coś tam wyrasta), ale mam nadzieję, że w przyszłym roku już będzie widać pierwsze efekty. Póki co zakasuję rękawy i działam. Po wytężonej umysłowej pracy nic nie relaksuje mnie bardziej niż intensywna praca fizyczna ;) Kto wie, może za jakiś czas pojawi się nowa kategoria na blogu ;)

wtorek, 24 maja 2016

dokąd tupta nocą...


...JEŻ - możesz wiedzieć jeśli chcesz ;)

Taki jeżyk mi wyszedł - zmęczony już usnął, bo pora późna. Upał zostawił jeszcze na jego pyszczku ciepłe rumieńce..


Jeżyk powstał z dwóch rodzajów włóczek - beżowego akrylu oraz trawki w kilku odcieniach.

środa, 18 maja 2016

biel z turkusem na szyję

Kiedy w ręce wpadła mi turkusowa bawełna barwiona w nieregularny sposób od razu widziałam z niej dziane sznury. Oczywiście jak to u mnie bywa, od pomysłu do realizacji była długa droga. Powstałą masa innych prac z tej bawełny, ale w końcu przyszła i pora na naszyjnik w typie masajki.



Sama włóczka jest tak ciekawa, że zrezygnowałam z ozdób. Połączyłam 7 sznurów i dorobiłam  proste szydełkowe zapięcie z drewnianym guzikiem w kolorze naturalnym.


Jak się Wam podoba taki naszyjnik? Jest lekki, miękko się układający i w jednym z modnych kolorów tego sezonu ;)

czwartek, 5 maja 2016

Minionek dla fanki

Przytulanka z rodziny Minionków powstała jako prezent urodzinowy dla pewnej miłośniczki tej bajki.

Po raz pierwszy robiłam maskotkę nie mając jeszcze wypełnienia. Pierwszy i ostatni raz ;) Szydełkując bez schematów, polegając tylko na własnej wyobraźni, nie jest tak trudno obmyślić jak zrobić jakąś formę. Potem zaczynają się schody, gdy przy wypychaniu okazuje się, że poszczególne elementy, robione z różnych włóczek, zaczynają odmiennie reagować na wypełnianie wkładem. 

A jak wypełnienie trafia dopiero na dzień przed oddaniem maskotki, to zaczyna się prawdziwa gonitwa z czasem, by poszczególne elementy poskładać w sensowną całość...

 

czwartek, 28 kwietnia 2016

Naszyjnik wire crochet

Już nie raz pisałam jaką satysfakcję daje mi praca z drutem. Ten projekt kiełkował dość długo, choć pomysł na naszyjnik wykonany metodą wire crochet pojawił się tuż po wykonaniu pierwszych rzeczy w tej technice.

środa, 6 kwietnia 2016

Podkładka pod kubek dla kociary i zapowiedź wielkich zmian

Podkładka nie powstałaby gdyby nie nasza podwórkowa znajda - Węgielka (jak ją nazwały dzieci. Ale reaguje też na moje "Kocie") - piękna czarna kocica, która przybłąkała się na nasz trawnik zeszłej wiosny. Szybko dała się oswoić, uwielbia być głaskana i towarzyszy każdemu, kto wychodzi na podwórko. W gorszy czas dokarmiana - odwdzięcza się łapaniem myszy, których już nie ma ani w piwnicy, ani w garażu.

Jak tylko zobaczyłam podkładki, które wydziergała Ania  wiedziałam, że i u nas takie zagoszczą. Węgielka to ulubienica mojej Dobrusi - wielkiej kociary i miłośniczki wszystkich zwierząt, która jak dorośnie chce być weterynarzem. Pewnego niedzielnego popołudnia wydziergałam dla niej  szydełkową podkładkę pod kubek - na wzór naszej podwórkowej przybłędy, która jest bardzo spasiona (karmiona na przez sąsiadów), a do tego zanim do nas trafiła, straciła część ogona.

Oto Węgielka w osobliwym ujęciu 


To chyba idealny prezent dla każdego miłośnika kotów ;) Na pewno spotka się z wielkim uśmiechem i pozytywnym przyjęciem. Podkładka jest prosta do wykonania (ze zdjęcia spokojnie można ją powtórzyć, albo dopasować do własnego futrzanego przyjaciela)

******************************************************************

W kolejce sporo prac czekających na zdjęcia, mam nadzieję, że jutro to nadrobię, bo... 

idą zmiany! 

Matka Polka wraca do pracy. Po ładnych kilku latach "siedzenia" w domu z dziećmi, kilku krótszych epizodach z dorywczą pracą, pora wrócić na pełen etat. Od poniedziałku czeka nas mała rewolucja i ustalenie nowego planu działania, ale jestem dobrej myśli, że uda się wszystko pospinać, by i na szydełko znalazł się czas. 

Pudła z włóczkami przetrzebione - do kosza powędrowały wszystkie resztki, próbki, UFOki, na które nie mam sił. Poleciało też sporo starych włóczek, które nadgryzione zębem czasu rozpadały się w dłoniach... W planach remont i nowe półki, by wygodnie było przechowywać i wyeksponować włóczki. Mam nadzieję, że będą mnie inspirować do całkiem nowych eksperymentów z włóczką.

Jeśli chodzi o bloga - będę nadal go prowadzić. Nie będę publikować może już tak często, ale na pewno bardziej przemyślanie ;) I pojawią się obiecane wzory na szydełkowe.

Zmiany są potrzebne i najczęściej wychodzą na dobre. 

Do  przeczytania już niebawem!

wtorek, 29 marca 2016

Muminek i zwierzakowa spółka

Przed przygotowaniem do kiermaszu udało mi się wydziergać jeszcze jedno zamówienie - Muminka.



Ten jest chyba jednym z największych jakie zrobiłam, mierzy ponad 30 cm i powędrował do rodzinki, która uwielbia tę bajkę.

Co jakiś czas pojawiają się pytania o schemat na Muminka (jedno z nich na przykład wczoraj).

środa, 23 marca 2016

Wielkanocna Łowieczka

Coraz bliżej Święta Wielkanocne. Czas pędzi jak szalony, a w ostatnim czasie chyba jeszcze szybciej ;) Wszystko za sprawą kiermaszu, na który się szykowałam. Jednym z wielkanocnych dziergadeł była taka oto owieczka. Słusznych rozmiarów. Milusia, puchata i bardzo przytulasta.


poniedziałek, 14 marca 2016

Miś Ignasia

Miś w kamizelce na specjalne zamówienie. Dla małego Ignasia, który niedawno się urodził. Niestety przeliczyłam się z ilością puchatego brązu, więc miś nieco kombinowany. Składa się z 13 części, które należało zszyć.
Z racji puchatości ciężko niestety uwiecznić miśka na zdjęciu...

piątek, 11 marca 2016

Panna króliczkowa i moje kolejne dziecko

Panna króliczkowa powstała do kompletu z... opaską. 
Bo tak wyszło, że opaska była pierwsza, a zamawiająca pannę króliczkową też ją od razu zarezerwowała. Byłam w trakcie robienia ubranka dla przytulanki, to udało się idealnie dopasować ;) Zazwyczaj działa to w drugą stronę i drobiazgi powstają do większych prac,m, a tu drobiazg był pierwszy ;)

Jeszcze w zeszłym roku dostałam zamówienie, by na wiosnę przygotować jakąś przytulankę - prezent dla dziewczynki, która miała się wtedy urodzić. Padło na króliczka, który miał być... różowy z szarymi dodatkami. Tylko różowa włóczka jakaś taka zbyt różowa była i postanowiłam użyć białej. Na szczęście zamawiająca dała mi totalnie wolną rękę i zdała się na mnie. Nie będę ukrywać, że o ile szczegółowe zamówienia też są ciekawe, o tyle te, w których mogę włożyć całą moją inwencję, są jeszcze fajniejsze. I chyba to nawet widać po takich pracach.

Wracając do panny króliczkowej - czas na prezentację.

Ciężko uchwycić to spojrzenie - mówi "przytul mnie". Nie jest to bynajmniej błagalny ton. Panna króliczkowa jest po prostu stworzona do przytulania i po pierwszym spojrzeniu i dotyku nie chcę się robić nic innego - tylko TULIĆ :)


wtorek, 23 lutego 2016

Co można zrobić z dwóch prostokątów?

Co można zrobić z dwóch prostokątów? Na przykład ciekawą opaskę. Czyli ciągle trwa u mnie czas prób jak z czegoś prostego zrobić coś niebanalnego ;)

Do zrobienia takiej opaski potrzeba wyszydełkować zaledwie dwa prostokąty i je potem sprytnie połączyć. Efekt, jaki się uzyskuje jest rewelacyjny! Opaska jest sprężysta, obwód się naddaje kilka centymetrów, a jednocześnie nie rozciąga na stałe, jak przy opaskach szydełkowanych standardowym sposobem. Jak dla mnie jest to odkrycie ostatnich miesięcy i całkowicie wywróciło do góry nogami mój dotychczasowy sposób patrzenia na szydełkowe czapki i opaski! A wszystko zaczęło się od tej czapki (pierwsza w we wpisie http://mataszydelkiem.blogspot.com/2015/11/pasiakowe-czapki.html.)

Wracając do opasek - jak na razie powstały w dwóch wersjach kolorystycznych.

Róż (Alize baby wool, włóczka cudnie miękka, ciepła i niesamowicie sprężysta, połączenie wełny, akrylu i bambusu). Przerabiałam w dwie nitki, szydełko o ile dobrze pamiętam 4,5mm.


Jak róż, to i wersja w kolorze szarym musiała zagościć ;) Tym razem chwyciłam włóczkę Red Heart soft baby steps, jeden z milszych akryli. Jest mięsisty, lekko mechaty i bardzo ciepły. Przerabiałam szydełkiem 5mm.

 
Szara opaska zagościła już na moim instagramie, gdzie można bardziej wizualnie zobaczyć jak wygląda przestrzenna kokarda. Polecam śledzić mój profil na IG, bo tam od kuchni można zobaczyć jak powstają moje prace.

Kolejne wersie kolorystyczne już w trakcie dziergania ;) Bardzo wdzięczny ten wzór.

 Jak się Wam podobają opaski? Uwierzycie, że to są tylko dwa prostokąty?

Jeśli jesteście zainteresowani jak takie opaski wykonać, proszę o komentarz tu, bądź na FB - przygotuję dla Was krótki tutorial co i jak należy zrobić, żeby w krótkim czasie cieszyć się ciekawą opaską (bo wiosna przyjdzie niedługo, prawda?).

*****************************************************************

Zmykam do chorusa, całe 6 dni w przedszkolu był... A taki piękny mieliśmy początek roku szkolnego, 100% frekwencji, a teraz choroba za chorobą... Dziś przybędzie oręż do walki z wirusami i bakteriami z apteki i mam nadzieję, że szybko postawi Jeremisia na nogi!

poniedziałek, 15 lutego 2016

malinowa czapka

Malinowa czapka powstałą do kompletu z chustą, którą niedawno pokazywałam.



Czapka ma fason lekko smerfny (nie widać jednak tego na zdjęciu, a modela brak...), wzór jest spiralny, więc lekko zakręca. Włóczka to malinowa himalaya, z racji wzoru i fasony - zeszło 1,5 motka. Kropką nad i jest cudny malowany guzki :)

Czapka jest podszyta polarem minky w kolorze czerwonym. A co się działo w związku z tym polarem zasługuje na opisanie... ku przestrodze

Po pierwsze - zamówiłam przez inpost jako list. Polar szedł 3 dni. Szczęśliwa, że nareszcie jest (termin gonił), odpakowywuję przesyłkę (oczywiście listonosz był jak ja wybyłam na pół godziny z domu... paczka do odbioru czekała w punkcie 3 km od domu...) i moim oczom ukazuje się piękny minky w kolorze... czarnym... Czapka ma delikatne dziurki, więc czarny kolor odpada. Szybkie wyjaśnianie ze sprzedawcą i idzie do mnie polar w kolorze czerwonym, wg inpostu w 24 h był już w moim oddziale i czekał na doręczyciela.  Czekał całe 72 h i został dostarczony dopiero po mojej interwencji... Ale niestety przyszedł dosłownie 2 h za późno... Na szczęście zamawiająca była wyrozumiała... Mnie potem ścięła jeszcze grypa, więc wszycie podszewki do czapki całkiem się przesunęło w czasie (bo czapka wydziergania grubo przed terminem...)

Zostało zwrócić czarny polar, niby darmową przesyłką przez inpost, którą oferuje allegro. Niestety allegro nie zaktualizowało statusu przesyłki i nie mogłam wygenerować kodu zwrotu... Poczekałam grzecznie na wymianę polaru i udało się wygenerować kod na podstawie drugiej przesyłki. Do punktu oddalonego 3 km podjechał po pracy mój mąż i dowiedział się, że pani jeszcze nie potrafi zrobić zwrotu, że nie miała szkolenia i że oni w punkcie to na razie przesyłki tylko wydają. No nic, na następny dzień mąż zawiózł do punktu w pobliskim mieście, a tam niespodzianka - nie nadadzą zwrotu, bo są jakieś niedomówienia z allegro i opcja nie jest dostępna. 

Wysłałam polar poczciwą pocztą, która u nas o dziwo działa coraz lepiej (a różnie to bywało...) Czekam teraz tylko na zwrot kosztów odesłania paczki od sprzedawcy... o zmarnowanym czasie na próby zrobienia darmowego zwrotu allegro nie wspominając...

Czy ktoś jest zadowolony z przesyłek inpostu, czy tylko ja tak niefortunnie trafiłam (ale dwa razy, pod rząd?). Oj... inpost sobie nagrabił... więcej nie zamówię nic przez doręczyciela, grubo się zastanawiam nad paczkomatami, bo terminy dostarczania też się robią coraz gorsze... Wolę zapłacić kilka zł więcej i mieć pewność, że przesyłka będzie na czas.

poniedziałek, 1 lutego 2016

DIY lisie butki

Zawsze musi być ten pierwszy raz ;) Tym wpisem rozpoczynam cykl comiesięcznych wpisów DIY :)


Często w komentarzach czy mailach pytacie mnie jak TO zrobiłam. Dziś postaram się uchylić rąbka tajemnicy. Od razu zaznaczam, że z gotowych wzorów czy opisów korzystam bardzo rzadko, więc moja instrukcja wykonania butków może być trochę... hmm... specyficzna?

niedziela, 31 stycznia 2016

poleciałam w kulki... aksamitne!

Koraliki zostały kupione w sklepie internetowym z myślą o konkretnym projekcie. Jednak gdy przyszły okazało się, że są niesamowicie mechate i nie będą pasować to mojego pomysłu. No i przekładałam je z miejsca na miejsce, czasem zbierałam po całym domu, bo dzieci otworzyły woreczek...


środa, 27 stycznia 2016

Szary z miętą i nutką musztardy

Szary z miętą i nutką musztardy to ostatnio zdecydowanie Wasze ulubione kolory. 

Po mitenkach przyszła kolej na zamotek




Puszysty, miękki, lekki. Uwielbiam zamotki, swój noszę codziennie i chyba musze wydziergać inną wersję kolorystyczną :)

Zmykam dziergać, bo sporo czeka mnie pracy przy kolejnych projektach. Spokojnego wieczoru!

wtorek, 26 stycznia 2016

miętowe mitenki

Do miętowego komina, który niedawno gościł na blogu trzeba było zrobić pasujące mitenki.

Pokombinowałam, popróbowałam i oto one

 
Jako drobny ozdobny akcent, a jednocześnie ułatwienie do założenia, przyszyłam drewniane guziczki w kolorze naturalnym


Po powyższych zdjęciach i porównując je do koloru zamotka z wcześniejszego wpisu widać, jak ciężki to kolor do uchwycenia. Dziś trafiłam w okno pogodowe, wyszło piękne słońce, więc hurtem, tuż przed kolejną chmurą nadrabiałam zaległości zdjęciowe (więc możecie się spodziewać już niedługo wysypu nowych prac :) )

piątek, 15 stycznia 2016

Kolorowe ciepłe czapki

Kupiłam piękne kolorystycznie włóczki, z dodatkiem wełny - miękkie, miłe i ciepłe. Miały być przeznaczone na zamotki, ale postanowiłam wydziergać z nich coś innego.

Od jakiegoś czasu poszukiwałam pomysłu na czapki szydełkowe, które będą służyć dłużej niż 1-2 sezony (jak to wiadomo - głowa dzieci rośnie, a potem żal, że czapka już za mała...). No i tak dumałam, kombinowałam z nowymi rozwiązaniami i... znalazłam rozwiązanie idealne!

Czapki mają prosty fason, ale jednocześnie na tyle ciekawy, że powinny spodobać się tym, którzy nie lubią całkiem prostych, przylegających czapek. I rzecz najważniejsza - wzór i ściągacz są tak elastyczne, że jedną czapkę może nosić 4 latek, 8 latka i dorosły (przetestowane u nas ;) )

Włóczka układa się w piękne pasy, ale ciężko w zdjęciach na płasko to pokazać, więc są też zdjęcia z... góry ;)



zdjęcie z góry nieco przekłamuje kolory, nie są w rzeczywistości tak intensywne


Dzięki urządzeniu do robienia pomponów nie dostaję już białej gorączki, kiedy muszę nawijać włóczkę na kartonik, a potem żmudnie i długo strzyc, do uzyskanie idealnej kulki. Chyba mogę nawet powiedzieć, że polubiłam pompony i czasem robię kilka wariantów,które lądują w pudełku i czekają na inspirację jak je wykorzystać (idealny sposób na przerobienie malutkich kłębuszków, które żal wyrzucić, a jednocześnie brakuje projektów, w których można je wykorzystać)


No i kropka nad i - drewniany guziczek :) Tu najlepiej widać, że niebieski panel na dole (jak i pompon) wykonany jest z innej włóczki (też z dodatkiem wełny), ale nie tak kudłatej jak baza.

I druga wersja kolorystyczna, mocno energetyczna (także tu zdjęcie z góry jest mocno nasycone, kolory są bardziej stonowane)




Która wersja podoba się Wam bardziej? Mi trudno wybrać, bo jedna i druga czapka mają coś w sobie, a ja dziergam kolejne wersje i... bardzo mi się podobają. 

**********************************************************

Przy robieniu zdjęć (w bardzo pochmurny i ciemny dzień) zbudowałam sobie prowizorycznie blendę  (karton + folia aluminiowa ;) ) oraz przy pomocy dwóch lampek ledowych z regulowanym natężeniem światła udało mi się osiągnąć przyzwoity efekt. Długa droga przede mną jeśli chodzi o zdjęcia, ale staram się jak mogę, by fotki bez względu na pogodę za oknem jak najlepiej odzwierciedlały moje prace (które i tak na żywo prezentują się lepiej...). Jestem ciekawa jak Wy rozwiązujecie zbyt słabe światło podczas zdjęć?

***********************************************************

Pięknego weekendu życzę - zapowiada się cudny, śnieżny czas. My się nie wyszalejemy na śniegu, bo tradycyjnie mamy choroby w domu (Dobrusia różyczkę przyniosła ze szkoły, a Jeremiś ma chorą krtań i bidulek podczas kaszlu się dusi...). Oby śnieg poleżał tym razem dłużej i nie stopniał zanim dzieciaki wyzdrowieją - niech też się nacieszą białym puchem.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

najprostsza kocia czapka świata

Każdą wolną chwilę ostatnio poświęcam na szukanie inspiracji jak i rozwiązań na proste szydełkowanie różnych rzeczy. Raz, że moja Dobrusia wykazuje coraz większe zainteresowanie dzierganiem, dwa, że coraz częściej bliżsi i dalsi znajomi pytają się, czy nie pokazałabym im jak coś zrobić.

No i tak wertując pinterest znalazłam pomysłową Persia Lou, która wykonuje proste, ale efektowne rzeczy nie tylko na szydełku. Mnie zachwyciła jej kocia czapka, która w gruncie rzeczy jest naprawdę prosta w wykonaniu. Chwyciłam za szydełko, pierwszą lepszą włóczkę i w jeden wieczór powstała czapka dla Dobrusi.

 Modelem był Jeremi, ale ciiii, bo Dobrusia by go zjadła, jakby wiedziała, że nosił jej ukochaną czapkę ;)

Wzór Persia Lou był dla mnie inspiracją, zrezygnowałam ze ściągacza, tylko obrobiłam brzeg, żeby czapka się mocno nie rozciągała.

Sami zobaczcie jak niepozornie wygląda na płasko:


Tak naprawdę jest to prostokąt zszyty w literę "T". Persia przeszywała jeszcze rogi, by uzyskać kocie uszy, ale jak widzicie - u mnie nic nie jest zszyte, a na głowie z kwadratowej czapki układa się piękna kocia. 

Z czapką poradzi sobie każdy, kto potrafi szydełkować w rzędach i wydaje mi się, że nawet ci co nie potrafią szydełkować, a robią na przykład na drutach, też mogą skorzystać z tego patentu. Dokładny wzór znajdziecie na blogu Persii Lou bo ja tradycyjnie zrobiłam wariację na temat ;) 
Te wariacje mi się tak spodobały, że pracuję nad nową kolekcją autorskich już czapek, robionych w nietypowy sposób.
 

piątek, 8 stycznia 2016

Miętowo mi

Ostatnio tylko plotę, motam, plotę i nie wyrabiam ze zdjęciami ;) Dużo się dzieje, co mnie cieszy. Wykluwają się nowe pomysły i co najważniejsze - przybierają realne kształty. Uwielbiam ten twórczy szał - nie wiadomo w co ręce włożyć, a włóczki prawie że latają nad biurkiem ;) Szkoda tylko, że z przedświątecznych porządków na włóczkowych półkach dużo już nie zostało...

Wracając do tematu - miętowy zamotek powstał w wersji dziecięcej.


Ten miętowy jest dość specyficzny - bo to mięta z nutą morskiego, ciężka do uchwycenia na foto. Włóczka mięciutka, akcentem jest drewniany guzik, czyli znaki rozpoznawcze już moich motańców ;)

Dopijam kawę i zmykam bałwany lepić z Jeremim, bo aż piszczy w domu - w końcu śnieg popadał na tyle, że okrył kilkucentymetrową warstwą ziemię. A Wy jak planujecie spędzić dzisiejszy dzień?

niedziela, 3 stycznia 2016

zamotek w szarościach

Na filmowe wieczory, które co tydzień urządzamy sobie z mężem, najlepiej nadają się proste robótki, żeby nie liczyć oczek, nie formować... I tu najlepiej sprawdzają się zamotki plecione na palcach. Można robić praktycznie bez odrywania oczu od filmu.

Ten tez jeszcze zeszłoroczny, w odcieniach szarości robiony w dwie nitki z włóczki alize sekerim bebe batik metodą finger knitting. Tradycyjnie nie mogło zabraknąć guzika :)

 
Makaronowy otulacz wyszedł całkiem fajny, a takie zamotki, choć nie są obszerne, idealnie sprawdzają się przy płaszczach z wysokim kołnierzem. Mój idealnie ogrzewa szyję, nie dopuszcza do uciekania ciepła przy szyi, a jednocześnie nie przydusza jak inne szale czy kominy. Motany jest na dwa po to, by łatwo było go założyć i dopasować, bez konieczności przeciskania się przy fryzurze czy kolczykach ;)

sobota, 2 stycznia 2016

otulić się malinami

Nareszcie mróz, na dniach ma ponoć pojawić się śnieg... Idealny czas na cieplejsze prace - aby się dobrze otulić. Na zdjęciach poniżej malinowa chusta wykonana na podstawie wskazówek Zdzid
Nie byłabym sobą, gdybym jednak nie zrobiła czegoś po swojemu, w tym przypadku było to wykończenie.


Tu widać bardziej rzeczywisty odcień włóczki


Tu chusta jeszcze przed poprawkami, bo okazało się, że wymiary chusty, na której się wzorowałam, okazały się ciut za małe dla nowej właścicielki. Po poprawkach (karkołomnych, ze względu na specyfikę wzoru) udało mi się chustę powiększyć do tego stopnia, że idzie się nią porządnie zamotać.

Na chustę poszło 2,5 motka himalaya everyday w pięknym malinowym kolorze. Włóczka jest bajeczna - miękka, lejąca no i nie będzie się mechacić, a na tym zależało właścicielce.

************************************************************

U nas nowy rok oprócz listy postanowień i marzeń do zrealizowania zaczął się chorobowo. Dobrusia dostała dziwnej wysypki alergiczno-wirusowej, Jeremi rozkaszlał się krtaniowo... Chyba znak, że ten rok łatwym nie będzie, ale nie ma co się załamywać, tylko dalej robić swoje ;)

A Wy jakie macie plany na najbliższy rok?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Wszystkie prace i zdjęcia zamieszczone w tym blogu są wyłączną własnością autorki (jesli jest inaczej, zawsze wyraźnie jest to zaznaczone).
Kopiowanie, wykorzystywanie, rozpowszechnianie, przetwarzanie w jakikolwiek inny sposób zdjęć oraz wzorów prac bez zgody autorki jest zabronione.
Wszelkie prawa zastrzeżone
.