Pamiętacie jeszcze szydełkową paterę? Przeszła mała przemianę - została ubrana w różyczki. A żeby sama nie była - dostała różane towarzystwo ;)
Wymęczył mnie ten komplet, wymęczył. Różyczek i usztywniania mam dość na dłuższy czas ;) Szybciej pewnie by poszło, gdyby nie to, że zabrałam się za niego pod koniec ciąży, potem była przerwa i w ostatnich dniach dopieszczałam.
A tu już poszczególne części
patera
serwetnik
świeczniki - podstawki pod tealighty - musiałam ponownie jeden nasączać preparatem, bo kolor różny wyszedł, jak widać na zdjęciu ;)
dopełnieniem kompletu są pierścienie na serwetki sztuk 12
Jutro czeka mnie pakowanie, a w poniedziałek komplecik leci w świat.
Póki co nie zamierzam robić tak monotonnych robótek (19 małych i 2 duże różyczki, do tego 12 pierścieni...) oj nie lubię robić rzeczy, które maja być takie sam... A usztywnienie tego paverpolem też do najprzyjemniejszych rzeczy nie należało, bo preparat dość szybko zastygał, a ja inteligencją nie błysnęłam i większość rzeczy na jeden raz zamoczyłam...
W najbliższym czasie - o ile ud mi się wygospodarować jakiś zupełnie wolny - mam zamiar popróbować nowych rzeczy. Na jedną przesyłkę z zamówieniem już czekam i przymierzam się do kolejnego zamówienia. W skrócie - będą nowe szydełkowe rzeczy, trochę recylingu, wyszywania, koralikowania... jednym słowem będzie się działo :)
Pozdrawiam i zmyka wygrzewać się w łóżku, bo choróbsko mnie rozkłada - wirusy u nas wygrywają 3:1... na razie ;)




