Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 czerwca 2018

Kocur, kot, koteczek

Tym razem była szybka akcja. Tak szybka, że nie zdążyłam nawet porządnych zdjęć zrobić...

Tak pomiędzy klientami powstał spory kocur. Rudy. Na poniższym zdjęciu kolor chyba najbardziej realny (niestety foto na szybko, mocno robocze i to telefonem...



Kocur powstał z potrzeby chwili. A potrzeba była ogromna!

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale kto wie co potrafi gąska?!

Nawet nie wiem kiedy minęły 4 (?!) miesiące od ostatniego wpisu... Przełom 2017 i 2018 był mało szczęśliwy dla naszej rodziny. Choroba goniła chorobę, dzieci rozkładało jedno po drugim, potem my - dorośli. Grypy, przeziębienia, anginy, zapalenie oskrzeli, wysokie gorączki i tony leków... Ale po tej długiej zimie, która chyba wielu z nas wykończyła, połknęła, wyżuła i wypluła, przyszła w końcu wiosna, a z nią pomalutku wraca energia.

Coś tam się udawało na szczęście w międzyczasie działać twórczo. Bez tego to bym chyba oszalała. Moja nowa praca ma takie plusy, że albo jest nawał pracy i nawet nie wiem kiedy już pora wracać do domu, albo między klientami mogę coś działać - wszak wszystkie niezbędne materiały mam pod ręką. Gorzej to znosi mój portfel ;)

Jedną z prac, które powstały w przypływie weny, jest gąska. Ponoć ostatni hit robótkowych for i grup na Facebooku. Niestety dawno wypadłam z obiegu i nie śledzę ich na bieżąco, ale gdzieś się mi rzuciło w oczy zdjęcie przeuroczej gąski. 

Postanowiłam wydziergać swoją wersję - nie do końca jestem zadowolona z dzioba, ale od niego zaczęłam dzierganie i potem już nie chciałam pruć (tym bardziej, że włóczka, z której wykonałam resztę gąskę, średnio nadaje się do prucia).

Jak wyszła? Pomijając kiepskie zdjęcie (kolory w rzeczywistości są bardziej nasycone)... Na sesje foto nie za bardzo odnajduję czas...



Gąska w całości wykonana z "resztek". Płetwy i dzióbek z jakiegoś kłębuszka no name (akryl z połyskiem), ciałko z Kartopu Nubuk (w dwie nitki), którą odnalazłam na dnie wora z włóczkami, tasiemeczka kupiona wieki temu na allegro, wypełnienie - reszta poduszki z JYSK. 

 
Trzymajcie kciuki za zdjęcia reszty prac - może uda mi się wygospodarować nieco czasu na sesję foto - w końcu mam co pokazywać!

Trzymajcie się ciepło! Gąska śpi po długiej podróży, ale zanim zamknęła oczy przekazała mi bardzo ważne informacje. Widziała wiosnę! Biegnie do nas i niesie ze sobą dwie walizki słońca, torbę wiosennego deszczu, a na szyi ma przewieszony szal z tęczy. 

Nareszcie będzie pięknie!

piątek, 7 kwietnia 2017

Wiosna. Czas, kiedy do życia budzą się... pająki


I nareszcie jest, wiosna, nieco kapryśna... z wiatrem, deszczem, ale słońce się przebija i od razu chce się więcej! Mnie wyciągnęło na "ogród" - o ile można ten nasz trawiasty i pomalutku zagospodarowywany skrawek ziemi nazwać ogrodem ;) Pierwsze porządki po zimie, budzące się rośliny i zwierzęta. W tym cała masa... pająków. Jeden taki powędrował na bransoletkę. 


Dla osób, które, tak jak ja, mają arachnofobię ważna informacja - zawieszka jest na karabińczyku, pajączka można więc odpiąć ;)

Pająki...

fot. pixabay

Nie wiem co jest w tych stworzeniach, ale bardzo za nimi nie przepadam. Nawet do tego stopnia, że będąc na obozie harcerskim pod namiotami, zapinałam się cała w śpiwór. Teraz w naszym mieszkaniu podstawą są siatki na okna, żeby nieproszony gość się nie dostał (brrr na dwa okna muszę założyć nowe, bo na zimę usunęłam). Od dłuższego czasu więc w domu pojawiają się jedynie typowe kątniki. Za to na dworze - całe ich zatrzęsienie. Od malutkich po ogromne krzyżaki. Brrrr... Wszystkie prace ogrodowe wykonuję więc w rękawicach. Tak ja, ta która nie znosi rękawic... Pająków nie znoszę bardziej ;)
Pomyśleć, że kiedyś nawet je dziergałam TU i TU, a pierwowzór zawsze wychodzi i tak najlepiej


całą historię o powstaniu tego pajączka przeczytacie TU

A jaki jest Wasz stosunek do pająków?

Budzi się przyroda, budzą się i ja


Po zimowym letargu budzę się nareszcie do tworzenia. Włóczki zerkają, koraliki wołają, a ja wreszcie nie zasypiam przed dziećmi. Jedno wiem - podtrzymuję zasadę, że nie ulegam już namowom, by zrobić coś dla kogoś. Ostatnio uległam jedynie mamie z grupy mojego Jeremisia i wydziergałam butki. Ale to tylko dlatego, że kobietom w ciąży się nie odmawia ;) Butki, mimo że urocze, powstawały w bólu, bo czasu mało, zarwana nocka skutkowała brakiem koncentracji w pracy, a na to pozwolić sobie nie mogę... (zdjęcia butków niebawem) Nie realizuję więc specjalnych zamówień i dostępne będą tylko te prace, które powstają w twórczym szale (praktycznie wszystkie wolne prace znajdują się w albumie na mojej stronie FB). Jeśli będę coś tworzyć, to tylko dlatego, bo będę czuła taką potrzebę.

Chyba się wypaliłam

Mam wrażenie, że się już wypaliłam szydełkowo niestety... Artystyczna część mnie szuka więc nowych bodźców. Częściowo zaczynam się spełniać w ogrodzie, ale wiem, że to  jest póki co taki poligon doświadczalny, bo w obecnym miejscu nie planujemy osiąść na stałe i rozglądamy się po mału za czymś nowym. Jednak wolę niektóre błędy popełnić teraz, niż już na wymarzonym skrawku naszej ziemi.
Do tego chodzą za mną coraz mocniej akwarele i przymierzam się do zakupu pierwszego profesjonalnego zestawu do malowania. Najśmieszniejsze jest to, że jakoś specjalnie plastycznie to nigdy nie byłam uzdolniona, no ale ponoć nigdy nie jest późno na naukę.

I w ten oto sposób od wiosny i pająków dobrnęłam do przemyśleń, planów... Ehhh jedno choć jest niezmiennie - gaduła ze mnie straszna!

czwartek, 16 lutego 2017

Bransoletki przywołujące wiosnę - jaki jest Twój typ?

Czy u Was dziś też już było czuć wiosnę? Dodatnia temperatura, mega roztopy i... grzejące słonko. Oj tak nadciąga wiosna :)

W moich niepublikowanych zbiorach znalazła się bransoletka koralikowa niczym przedwiośnie - miętowa zieleń budzącej się przyrody z białym zmrożonym akcentem...


A jak się budzi przyroda, to i zwierzęta...

wtorek, 7 lutego 2017

Walentynkowe szydełkowe kolczyki-serca, które zrobisz w mniej niż 10 minut

Dziś mam dla Was tutorial jak wykonać na szydełku walentynkowe kolczyki - serca


 
Kolczyki nie są trudne w wykonaniu i nawet początkujący powinni sobie poradzić w mniej niż 10 minut. Do tego zapewne każda osoba zbierająca robótkowe przydasie znajdzie potrzebne elementy do ich wykonania we własnych zapasach :)

czwartek, 26 stycznia 2017

Naszyjnik lekki jak piórko - zrobisz go sama!

Są takie włóczki, które kupowałam pod wpływem zauroczenia, bez konkretnych projektów. Jedną z nich jest bawełniana włóczka denim himalaya. Leżakowała trochę, nabierała mocy i... tak właśnie powstał naszyjnik lekki jak piórko!

Do splecenia dzianiny w sprężystą rurkę wykorzystałam młynek dziewiarski, choć wiem, że są też takie masochistki dziewiarstwa, że dziergają rurki na drutach 😉 (Ja się z drutami jeszcze na dobre nie zaprzyjaźniłam, choć to właśnie od nich rozpoczynałam przygodę z dziewiarstwem ręcznym).

Gotową dzianinową rurkę o długości ponad metra zaplotłam na palcach w szydełkowy łańcuch, który w takim grubym i miękkim wydaniu wygląda jak warkocz. Największym "problemem" jest dopasować długość, od której zaczniemy robić łańcuszek oraz to, jak długi łańcuszek wykonamy. Dodałam metalowe zapięcie i... to wszystko.

Prosty, naturalny naszyjnik gotowy. Będzie na pewno ciekawym dodatkiem do wielu stylizacji.



Naszyjnik jest leciutki, a szydełkowy "warkocz" sprawia, że pięknie się układa. Dodatkowo niesamowity sposób barwienia włóczki powoduje ciekawe przenikanie kolorów. Do tego jest bardzo prosty w wykonaniu.

Jeśli nie posiadacie młynka dziewiarskiego, czy umiejętności robienia takiej rurki na drutach, to z powodzeniem możecie zastąpić dzianinową rurkę grubszym pasmem włóczki koszulkowej (t-shirt yarn) - do kupienia w pasmanteriach, bądź do zrobienia samemu w domu ze starej bawełnianej koszulki (polecam mnóstwo tutoriali jak zrobić taką włóczkę, które znajdziecie chociażby na you tube).

Przyznać się - kto będzie próbować zrobić swój własny naszyjnik? Jeśli będziecie mieć jakieś pytania - służę pomocą, a w przypadku problemów - rozważę nagranie filmiku instruktażowego.

 ​Wpis powstał przy współpracy z portalem KobiecePorady.pl

****************************************************

Dziś miałam przymusowy urlop, bo mi się dzieci pochorowały. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło! Oj tak... wyszło, wyszło... Słońce wyszło 😊, a dzięki temu mogłam nareszcie nadrobić zaległości w zdjęciach i nowe prace czekają na swój debiut.

Pozdrawiam i do zobaczenia niebawem!

sobota, 31 grudnia 2016

Coś się kończy, coś się zaczyna...

Gdy przed ponad siedmioma laty publikowałam pierwsze posty na blogu, nie sądziłam, że przygoda z szydełkowaniem będzie trwała tak długo... Ale cytując klasyka: coś się kończy, coś się zaczyna...

Szanując Was - czytelników, którzy się tu pojawiacie, pragnę coś wyjaśnić...

Tuż przed świętami przejrzałam po raz kolejny półki z włóczkami. Wszystkie miękkie motki powędrowały do worków próżniowych. Pozostałe posegregowane rodzajami grzecznie będą czekać ponownie na swój czas w kartonach na szafie... Przede mną przygotowania do wielkiej wyprzedaży prac, które robione były pod wpływem twórczego uniesienia, a teraz twórczo zajmują mi przestrzeń ;) Na półkach kipiących od kolorowych motków zostało tylko kilka - do których mam zamiar sięgnąć w wolnych chwilach...

Od dłuższego czasu nie przyjmuję już żadnych zleceń szydełkowych, bo najzwyczajniej w świecie nie miałabym kiedy ich realizować. Praca zawodowa i zaangażowanie w działalność fundacji pochłaniają wiele mojej energii. Intensywne miesiące odbijają się też na moim zdrowiu i tam, gdzie już udawało mi się wyjść na prostą, to znów pojawiają się problemy...

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Doceniam małe rzeczy, dążę do odgracenia życiowej przestrzeni (a jak ona wygląda u robótkomaniaczek łatwo się domyślić ;) ) oraz uparcie dążę w kierunku marzeń... Szydełkowanie? Nie jest już na jednym z pierwszych miejsc jak dawniej... Blog nie będzie już tryskać na lewo i prawo nowymi pracami. Nie będę go jednak zamykać, likwidować ani nic z tych rzeczy. W planach jest seria artykułów z instrukcjami na wykonanie różnych szydełkowców. Mam nadzieję, że będą się one pojawiać nie rzadziej niż raz w miesiącu.

Zostawiam Was z jedną z błyskotek, które powstały dość dawno, ale nie doczekały się jeszcze publikacji


Przy mini inwentaryzacji prac okazało się, że mam masę bransoletek, które nie doczekały się zdjęć, więc niebawem mam nadzieję nadrobię zaległości zdjęciowe oraz zaprezentuję całkiem nowy projekt w zupełnie innej dziedzinie.

Życzę noworocznych pięknych planów, spełnienia marzeń i zapału do twórczych prac :)

wtorek, 4 października 2016

wykopaliska, czyli finger knitting z szydełkowym akcentem

Robiąc porządki na blogu odkryłam post zapisany w wersjach roboczych, który nigdy nie został opublikowany. Wpis jest baaardzo stary, bo aż sprzed dwóch lat. Zapraszam więc na wykopaliska ;)


Ostatnio pobawiłam się trochę metodą finger knitting i zrobiłam taki komplet

Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała od siebie czegoś szydełkowego, więc tym sposobem znalazły się białe szydełkowe tuby.


Fajna sprawa z tym dzierganiem bez drutów, nawet moja 6-letnia córka sobie poradziła i wyczarowała własną bransoletkę.


Problem w tym, że Dobrusia ma już 8 lat, ale zapału twórczego nadal jej nie brakuje ;)

czwartek, 29 września 2016

Tajemniczy trójkątny COSIEK z trzema guzikami

Kiedy przed ponad tygodniem chwyciła mnie wena, to skończyłam dziergać torbę, którą miałam zabrać na wakacje. Zostało wszyć podszewkę i dorobić zapięcie - może do przyszłego urlopu się wyrobię ;) To tak tytułem wstępu, że czasu na dzierganie praktycznie nie mam...
Ale wracając do COŚKA. Idąc za ciosem chwyciłam za beżową włóczkę, bo była to faza pierwszego konkretnego ochłodzenia, a potrzeba okazała się nad wyraz nagląca. Zrobiłam szybko bardzo potrzebnego ciepłego COSIA, wrzuciłam zdjęcie na facebookowy profil z pytaniem - co to jest i do czego służy.


niedziela, 7 sierpnia 2016

Turkusowe podkładki i włóczkowa przygoda

Ależ mnie znów długo nie było! Nowe obowiązki wciągają mnie w wir pracy i na szydełko najzwyczajniej brakuje sił... Ale bywają też chwile, że wewnętrzny głos mówi: siadaj i twórz.

No i powstają na przykład takie drobiazgi jak mięsiste turkusowe podkładki pod kubek ;) Komplet - całe 4 sztuki.


Wzór jest bardzo wdzięczny, pojawia się na wielu blogach rękodzielniczych.

Dziś znów pojawiła się nieodparta chęć szydełkowania. To pewnie efekt tego, że ostatnie dwa dni spędziłam w łóżku, ponieważ dzieci sprzedały mi bostonkę, a jak to u starych bywa - ścięło mnie totalnie... Tak więc odpoczęłam, w pracy oznajmiłam, że pojawię się najprędzej w środę, co by zarazy nie szerzyć i pojawiła się myśl - co zrobić z czasem, który trzeba spędzić na mało intensywnych czynnościach? No jak to co - szydełkować! Pomysł - jest, przecież za 2 tyg. krótki, ale zasłużony urlop, a mi się przyda nowa torba. Wertuję w myślach zapasy... mam cudną tasiemkową kremową włóczkę z dodatkiem wiskozy. Idealna na prostą, wielką torebkę. No to rzuciłam się do szukania w zapasach... Dawno nie przerzucałam włóczek i... nie ma. 4 solidne kłębki włóczki tasiemkowej diabeł ogonem zakrył... Palce świerzbią, aby szydełkować, nie ma mowy o innym projekcie... tylko nie mogę dobrać włóczki, która do niego pasuje... tamta jest idealna (jest, na pewno jest, tylko gdzie ja ją upchałam ponad 4 miesiące temu?). Też tak macie? Projekt jest, czas jest, tylko włóczka, o której myśleliście gdzieś wsiąkła? Uciekam więc dalej na poszukiwania tej jednej jedynej włóczki, obym znalazła, wtedy niebawem pojawi się kolejny wpis ;)

niedziela, 19 czerwca 2016

Biały przytulasty zając

Zając? Hmm... chyba bardziej królik, bo zające mają dłuższe uszy ;)

Wykonany do ostatniego centymetra białej puchatej włóczki, która została mi po poprzednich pracach. Prosty, bez zbędnych ozdób. Typowy minimalista. 



Wykonany w całości z głowy - tak jak szydełko poniosło. Nie będę ukrywać - uwielbiam ten stan, kiedy udaje mi się dziergać tylko to, co szydełko i włóczka samo podpowiada. Tu było nieco trudniej, z racji kurczącej się włóczki i kompromisów podczas tworzenia. 

Rękodzielnicze wyzwania też lubię, a nie przepadam jedynie za seryjną pracą, która więcej ma z rzemieślnictwa niż z twórczej radosnej pracy.

Pomalutku kończą mi się prace do prezentowania, nowe są ciągle w powijakach... Obowiązki domowe, zawodowe, ogrodowe i hmm... nazwijmy to społeczne mocno uszczuplają mi czas. Muszę wybierać co jest ważne, co mniej... Wy pewnie to znacie, dla mnie to nieco nowe doświadczenie, bo po wyłączeniu zawodowym na czas odchowania dzieci, życie podkręciło tempo niesamowicie, a do tego nasza fundacja otrzymała kolejny grant na realizację projektu, więc czas zapowiada się bardzo intensywnie. Przede mną nie lada wyzwanie - jak to wszystko połączyć i nie zwariować. Trzymajcie kciuki, bo nie chciałabym schować włóczek i szydełka głęboko do szafy ;)

sobota, 11 czerwca 2016

baletnica, czyli królik w różu

Róż. 

Ten kolor musi mieć w sobie to COŚ, skoro za nim przepadają dziewczyny w każdym chyba wieku (no, może oprócz mnie, ale czego się nie robi dla miłośniczek tej barwy).

Gdy trafiła w moje ręce pluszowa włóczka w RÓŻOWYM kolorze (bardzo różowym), to się nieco załamałam, bo na zdjęciach nie wyglądała tak... różowo. Musiała nieco poleżeć, żeby róż nie bił mi po oczach i abym wpadła na pomysł jak ją wykorzystać (odcień różu pomieszał mi szyki). Jedno było pewne - będzie milusi królik.

Wybierałam, przebierałam, przykładałam coraz to inne włóczki i chyba doszłam do kompromisu.



Postanowiłam połączyć ten kolor z białymi elementami (wnętrza uszu, opaska, "gumka" spódniczki) oraz grafitowymi dodatkami z włóczki fantazyjnej, która dodatkowo posiada błyszczące srebrne drobinki, tak jak i różowa włóczka.

sobota, 4 czerwca 2016

Szczur - bo chłopcy nie lubią słodkich zabawek...

Zawsze największe problemy sprawiają mi rzeczy wykonane dla chłopców. Z dziewczynkami tak jakoś łatwiej ;) A jak jeszcze chodzi o jakąś zwierzęcą przytulankę, to już całkiem robi się kosmos.
Stąd pomysł na coś nietypowego, coś czym zainteresują się też i chłopcy. 

Powstał więc... szczur. Z długaśnym różowym ogonem. W dotyku jest niewyobrażalnie milusi i chyba wcale nie taki straszny ;)

Choć wyłupiaste oczy początkowo mogą nieco zmylić - szczurek jest całkiem przyjazny.


Na zdjęciach można zauważyć, że uszy są zrobione w nietypowy sposób. Zależało mi, aby nie były grube, a jednocześnie sztywno się trzymały, stąd pomysł na to, by wyszydełkowane elementy dodatkowo potraktować igłą - obrębiając brzegi powstał całkiem fajny efekt wizualny, a szydełkowe uszy grzecznie sterczą, a nie oklapują niczym uszko misia Uszatka ;)

  
Dzięki użyciu dwóch nitek włóczki soft powstał milusi efekt futerka. Szydełkowy szczurek w dotyku jest bardzo milusi - nic tylko się wtulać i miziać.


Jak się Wam podoba szczurek? Chyba wcale nie jest taki straszny ;) Dobrochna, moja córka, stwierdziła, że wyszedł całkiem jak bohater bajki "Ratatuj", tylko czapkę kucharską trzeba dorobić. Ja póki co, zostawiam szydełkowego szura w okrojonej wersji ;)

**********************************************************************

Wczoraj, a właściwie to już dziś, bo tradycyjnie przeciągnęło mi się grubo po północy, w końcu rozsiadłam się z szydełkiem. Ruszyły prace nad czymś całkiem nowym, mam nadzieję, że nie braknie mi weny i sił. 

Ostatnio bardzo pracowity czas - praca, fundacja, dzieci, dom i... ogród! Po latach odpuszczania w tym temacie wzięłam się za nasz kawałek piaszczystej ziemi przykrytej grubą warstwą przerośniętej trawy. Rozrysowuję, planuję, zrywam darń (razem z korzeniami dobre 30cm!), dorzucam ziemię z kompostownika (na razie kiepski, bo w praktycznie z liści, patyków i trawy, ale lepsze to, niż nic). Efektów wizualnych na razie wielkich nie ma (nie licząc brązowych plam na zieleni trawnika, z których coś tam wyrasta), ale mam nadzieję, że w przyszłym roku już będzie widać pierwsze efekty. Póki co zakasuję rękawy i działam. Po wytężonej umysłowej pracy nic nie relaksuje mnie bardziej niż intensywna praca fizyczna ;) Kto wie, może za jakiś czas pojawi się nowa kategoria na blogu ;)

wtorek, 24 maja 2016

dokąd tupta nocą...


...JEŻ - możesz wiedzieć jeśli chcesz ;)

Taki jeżyk mi wyszedł - zmęczony już usnął, bo pora późna. Upał zostawił jeszcze na jego pyszczku ciepłe rumieńce..


Jeżyk powstał z dwóch rodzajów włóczek - beżowego akrylu oraz trawki w kilku odcieniach.

środa, 18 maja 2016

biel z turkusem na szyję

Kiedy w ręce wpadła mi turkusowa bawełna barwiona w nieregularny sposób od razu widziałam z niej dziane sznury. Oczywiście jak to u mnie bywa, od pomysłu do realizacji była długa droga. Powstałą masa innych prac z tej bawełny, ale w końcu przyszła i pora na naszyjnik w typie masajki.



Sama włóczka jest tak ciekawa, że zrezygnowałam z ozdób. Połączyłam 7 sznurów i dorobiłam  proste szydełkowe zapięcie z drewnianym guzikiem w kolorze naturalnym.


Jak się Wam podoba taki naszyjnik? Jest lekki, miękko się układający i w jednym z modnych kolorów tego sezonu ;)

czwartek, 5 maja 2016

Minionek dla fanki

Przytulanka z rodziny Minionków powstała jako prezent urodzinowy dla pewnej miłośniczki tej bajki.

Po raz pierwszy robiłam maskotkę nie mając jeszcze wypełnienia. Pierwszy i ostatni raz ;) Szydełkując bez schematów, polegając tylko na własnej wyobraźni, nie jest tak trudno obmyślić jak zrobić jakąś formę. Potem zaczynają się schody, gdy przy wypychaniu okazuje się, że poszczególne elementy, robione z różnych włóczek, zaczynają odmiennie reagować na wypełnianie wkładem. 

A jak wypełnienie trafia dopiero na dzień przed oddaniem maskotki, to zaczyna się prawdziwa gonitwa z czasem, by poszczególne elementy poskładać w sensowną całość...

 

czwartek, 28 kwietnia 2016

Naszyjnik wire crochet

Już nie raz pisałam jaką satysfakcję daje mi praca z drutem. Ten projekt kiełkował dość długo, choć pomysł na naszyjnik wykonany metodą wire crochet pojawił się tuż po wykonaniu pierwszych rzeczy w tej technice.

środa, 6 kwietnia 2016

Podkładka pod kubek dla kociary i zapowiedź wielkich zmian

Podkładka nie powstałaby gdyby nie nasza podwórkowa znajda - Węgielka (jak ją nazwały dzieci. Ale reaguje też na moje "Kocie") - piękna czarna kocica, która przybłąkała się na nasz trawnik zeszłej wiosny. Szybko dała się oswoić, uwielbia być głaskana i towarzyszy każdemu, kto wychodzi na podwórko. W gorszy czas dokarmiana - odwdzięcza się łapaniem myszy, których już nie ma ani w piwnicy, ani w garażu.

Jak tylko zobaczyłam podkładki, które wydziergała Ania  wiedziałam, że i u nas takie zagoszczą. Węgielka to ulubienica mojej Dobrusi - wielkiej kociary i miłośniczki wszystkich zwierząt, która jak dorośnie chce być weterynarzem. Pewnego niedzielnego popołudnia wydziergałam dla niej  szydełkową podkładkę pod kubek - na wzór naszej podwórkowej przybłędy, która jest bardzo spasiona (karmiona na przez sąsiadów), a do tego zanim do nas trafiła, straciła część ogona.

Oto Węgielka w osobliwym ujęciu 


To chyba idealny prezent dla każdego miłośnika kotów ;) Na pewno spotka się z wielkim uśmiechem i pozytywnym przyjęciem. Podkładka jest prosta do wykonania (ze zdjęcia spokojnie można ją powtórzyć, albo dopasować do własnego futrzanego przyjaciela)

******************************************************************

W kolejce sporo prac czekających na zdjęcia, mam nadzieję, że jutro to nadrobię, bo... 

idą zmiany! 

Matka Polka wraca do pracy. Po ładnych kilku latach "siedzenia" w domu z dziećmi, kilku krótszych epizodach z dorywczą pracą, pora wrócić na pełen etat. Od poniedziałku czeka nas mała rewolucja i ustalenie nowego planu działania, ale jestem dobrej myśli, że uda się wszystko pospinać, by i na szydełko znalazł się czas. 

Pudła z włóczkami przetrzebione - do kosza powędrowały wszystkie resztki, próbki, UFOki, na które nie mam sił. Poleciało też sporo starych włóczek, które nadgryzione zębem czasu rozpadały się w dłoniach... W planach remont i nowe półki, by wygodnie było przechowywać i wyeksponować włóczki. Mam nadzieję, że będą mnie inspirować do całkiem nowych eksperymentów z włóczką.

Jeśli chodzi o bloga - będę nadal go prowadzić. Nie będę publikować może już tak często, ale na pewno bardziej przemyślanie ;) I pojawią się obiecane wzory na szydełkowe.

Zmiany są potrzebne i najczęściej wychodzą na dobre. 

Do  przeczytania już niebawem!

wtorek, 29 marca 2016

Muminek i zwierzakowa spółka

Przed przygotowaniem do kiermaszu udało mi się wydziergać jeszcze jedno zamówienie - Muminka.



Ten jest chyba jednym z największych jakie zrobiłam, mierzy ponad 30 cm i powędrował do rodzinki, która uwielbia tę bajkę.

Co jakiś czas pojawiają się pytania o schemat na Muminka (jedno z nich na przykład wczoraj).

środa, 23 marca 2016

Wielkanocna Łowieczka

Coraz bliżej Święta Wielkanocne. Czas pędzi jak szalony, a w ostatnim czasie chyba jeszcze szybciej ;) Wszystko za sprawą kiermaszu, na który się szykowałam. Jednym z wielkanocnych dziergadeł była taka oto owieczka. Słusznych rozmiarów. Milusia, puchata i bardzo przytulasta.


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Wszystkie prace i zdjęcia zamieszczone w tym blogu są wyłączną własnością autorki (jesli jest inaczej, zawsze wyraźnie jest to zaznaczone).
Kopiowanie, wykorzystywanie, rozpowszechnianie, przetwarzanie w jakikolwiek inny sposób zdjęć oraz wzorów prac bez zgody autorki jest zabronione.
Wszelkie prawa zastrzeżone
.