Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zając. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zając. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 czerwca 2016

Biały przytulasty zając

Zając? Hmm... chyba bardziej królik, bo zające mają dłuższe uszy ;)

Wykonany do ostatniego centymetra białej puchatej włóczki, która została mi po poprzednich pracach. Prosty, bez zbędnych ozdób. Typowy minimalista. 



Wykonany w całości z głowy - tak jak szydełko poniosło. Nie będę ukrywać - uwielbiam ten stan, kiedy udaje mi się dziergać tylko to, co szydełko i włóczka samo podpowiada. Tu było nieco trudniej, z racji kurczącej się włóczki i kompromisów podczas tworzenia. 

Rękodzielnicze wyzwania też lubię, a nie przepadam jedynie za seryjną pracą, która więcej ma z rzemieślnictwa niż z twórczej radosnej pracy.

Pomalutku kończą mi się prace do prezentowania, nowe są ciągle w powijakach... Obowiązki domowe, zawodowe, ogrodowe i hmm... nazwijmy to społeczne mocno uszczuplają mi czas. Muszę wybierać co jest ważne, co mniej... Wy pewnie to znacie, dla mnie to nieco nowe doświadczenie, bo po wyłączeniu zawodowym na czas odchowania dzieci, życie podkręciło tempo niesamowicie, a do tego nasza fundacja otrzymała kolejny grant na realizację projektu, więc czas zapowiada się bardzo intensywnie. Przede mną nie lada wyzwanie - jak to wszystko połączyć i nie zwariować. Trzymajcie kciuki, bo nie chciałabym schować włóczek i szydełka głęboko do szafy ;)

sobota, 11 czerwca 2016

baletnica, czyli królik w różu

Róż. 

Ten kolor musi mieć w sobie to COŚ, skoro za nim przepadają dziewczyny w każdym chyba wieku (no, może oprócz mnie, ale czego się nie robi dla miłośniczek tej barwy).

Gdy trafiła w moje ręce pluszowa włóczka w RÓŻOWYM kolorze (bardzo różowym), to się nieco załamałam, bo na zdjęciach nie wyglądała tak... różowo. Musiała nieco poleżeć, żeby róż nie bił mi po oczach i abym wpadła na pomysł jak ją wykorzystać (odcień różu pomieszał mi szyki). Jedno było pewne - będzie milusi królik.

Wybierałam, przebierałam, przykładałam coraz to inne włóczki i chyba doszłam do kompromisu.



Postanowiłam połączyć ten kolor z białymi elementami (wnętrza uszu, opaska, "gumka" spódniczki) oraz grafitowymi dodatkami z włóczki fantazyjnej, która dodatkowo posiada błyszczące srebrne drobinki, tak jak i różowa włóczka.

czwartek, 6 sierpnia 2015

Przytualsty królik

Przytualste poduszki cieszą się wzięciem. Kolejny królik w wersji słodkiej, do tego z puchatej włóczki. Nic tylko się tulić!

U nas potwornie gorąco, jak widać po zdjęciu ;) do tego zaciągnięte rolety i jakoś idzie wytrzymć w taką gorączkę...

Podusia - królik tym razem nieco mniejsza - ograniczenia związane z ilością włóczki. Zostało mi dosłownie pół metra. Jak ja lubię, kiedy tak idealnie uda mi się zużyć włóczkę, bo żadne pojedyncze małe kłębuszki się nie pałętają (bo za mało, żeby coś większego z tego zrobić, a jednocześnie za dużo, żeby bez żalu wyrzucić...)


Króliczek ma 25 cm średnicy i 35 cm wysokości. Tradycyjnie bez wzoru, schematu - tylko tak, jak szydełko prowadziło ;)

Moje dzieci już złożyły zamówienia na swoje kolorowe puchate podusie, a do tego podsunęły mi pomysł na inną realizację. Pomału powstaje szkic i mam nadzieję, że niedługo będę mogła zaprezentować to, co wymyślili moi mali projektanci. 

czwartek, 29 stycznia 2015

nieśmiały szaraczek

Takiego wstydliwego modela jeszcze nie miałam... 


Pomalutku marcheweczką i kapustą udało się go przekonać do bardziej swobodnego pozowania ;)


nieśmiało odsłonił pyszczek, choć był jeszcze speszony...
 

wystarczyło jednak pokazać marcheweczkę, zawołać truś truś i od razu postawił uszy z ciekawości!


Zaraz, zaraz... to chyba nie królik a króliczyca! Z takimi rzęsiskami inaczej być nie może ;)



A pomyśleć, że miałam zrobić podobną poduchę do tej pierwszej. ..
Od początku jednak wszystko utrudniało sprawę. Raz - w Polsce wykupiono ten kolor włóczki, z której robiłam pierwowzór. Zamówiłam inną i zamiast szarego przyszedł bardziej popielaty... Pierwowzór był robiony na podobieństwo zdjęcia, niestety "nie czułam" wcale tej pracy, choć efekt końcowy wyszedł zadowalający.
Tu wiedziałam, że muszę wyjść nieco poza początkowy zamysł, bardziej "posłodzić", żeby podusia nie była smutna (z racji popielatego koloru). W ten sposób powstała niby podobna, a całkiem inna, całkiem "moja", no i co tu ukrywać - jestem z niej bardzo zadowolona :)


I jak widać po poniższych zdjęciach - bardzo podoba się dzieciom


Jest bardzo przytulasta :)


Włóczka nieco mniej miękka od tej z pierwszej podusi (tamta himalaya BIG, ta podusia Tango), ale za to ta druga włóczka okazała się lepsza w tym projekcie, bo wszystko wyszło ścisło i bez żadnych dziur. Zeszły prawie 3 motki, kilka godzin pracy, ale było chyba warto?

środa, 15 maja 2013

letni kapelusik z różyczkami i króliczkowa czapusia

Coś dla dziewczynki - nie przesłodzone, bez różu, a jednak wygląda bardzo dziewczęco

 

Włóczka to sonata (połączenie bawełny i wiskozy). Kapelusik będzie pasował na pannę 1,5-3 letnią.

Druga czapeczka - mocno słodka - idealna na sesje foto - pasować będzie na obwód główki 42-44 cm


To juz chyba ostatnie prace "dziecięce" - ja z radością dorwałam się w końcu do zamówionych koralików i eksperymentuję :)

wtorek, 9 kwietnia 2013

Miś Kubusia i Pani Zajączkowa

W ostatnim czasie powstały dwie przytulanki

Pierwsza to Miś - prezent dla rocznego Kuby




A druga to różowa Pani Zajączkowa - baletnica, która powędrowała do 5-letniej Poli



Ma bardzo zalotne spojrzenie ;)


Ostatnio dopadło mnie przesilenie chyba, bo mniej energii do szydełkowania miałam, ale wystarczyło, że wiosna się pokazała, to znów wskoczyłam na pełne obroty :) Żeby tylko Dobrusia ciągle nie chorowała, to juz byłoby całkiem fajnie.
A ja wraz z nadejściem spóźnialskiej wiosny zabrałam się za siebie i kilogramy, które zostały mi po ciąży. Mam nadzieje, że uda mi się nieco zrzucić. Póki co zaczęłam biegać, a dziś wskakuje jeszcze na rower. Prosze o trzymanie kciuków!
Pozdrawiam :)

czwartek, 24 maja 2012

wodny królik

Tak, dobrze przeczytaliście - wodny ;) a dlaczego? 

Dobrusia stwierdziła, że chce nową zabawkę szydełkową ("Mama uszyj mi ;)"). Padło na króliczka - zainspirowało mnie zdjęcie z internetu (ale teraz nie potrafię znaleźć skąd). 
Zaczęłam robić go wieczorem będąc w ciąży (dzień po terminie), następnego dnia rano kończyłam przy asyście Dobrusi, bo została w domu po skończeniu antybiotyku. Pogoda byłą cudna, mimo początku marca, więc wyszłyśmy na trochę na dwór pozbierać połamane gałązki wierzby z trawnika przed domem. No i podczas zbierania gałązek odeszły mi wody ;) króliczek został bez łapki i uszka, a ja pojechałam na porodówkę. Skończyłam go dziergać już po powrocie ze szpitala no i przez te przejścia - mamy wodnego króliczka, którego Dobrusia uwielbia :)

Oto nasz wodny króliczek :)


Ma ok. 22 cm wysokości i bardziej fioletowy kolor niż na zdjęciu ;) Teraz już jest nieco "sfatygowany", bo ciągle podróżuje, to do przedszkola, to do babci ;)

Dziekuję za gratulacje i ciesze się, że nadal mam stałych czytelników ;)

Zmykam korzystając z drzemki Jeremisia i tego, że Dobrusia w przedszkolu mam zamiar poszalec w kuchni ;)

czwartek, 17 marca 2011

ekspresowe zamówienie i niespodzianka

Wczoraj rano dostałam zamówienie od bardzo ważnej klientki - mojej córki. Bardzo chciala, żebym zrobiła jej zajączka. No to co ja mogłam zrobić innego, niż zacząć intensywnie machać szydełkiem ;)

Każdy użyty kolor czy guziczek konsultowany był z zamawiającą i taki oto nam wyszedł efekt


Zajączek - a właściwie pani zajączkowa - jest największa chyba zabaweczką jaką do tej pory wydziergałam - mierzy całe 35 cm. Wykonana z włóczki moherkowej jest milusia i aż się prosi o przytulenie. Żeby nie świeciła ogonkiem, to przyodziałam ją w sukienusię oraz w kapelusik (różwnież z moherku).


Zrobienie zajączka zajęło mi większość wczorajszego dnia, ale warto było poświęcić tyle czasu. Jak dawno nie dziergałam zabaweczek... a teraz palce świerzbią do kolejnych :)

Wczoraj popołudniu dostałam też niespodziewaną przesyłkę od Elizy. Jakiś czas temu zapisałam sie u Niej na zabawe podaj dlaej, a dzisiaj mogę się cieszyc taką cudna bransoletką :)


Zdjęcia nie oddają nawet odrobiny tego, jak piękna i misterna jest to robota!
Elizo dziękuję Ci bardzo za pordarunek!

Pozdrawiam serdecznie :)

piątek, 9 kwietnia 2010

kolejny wytwór tildopodobny ;)

Wczoraj od rana chodziłam z chęcią zrobienia czegoś nowego. Pewnie znacie to uczucie, energia do działania jest, tylko weny brak... Nie lubię tego uczucia, gdy nic do głowy przyjść mi nie chce...
Przeglądając moje zasoby na pomysły i wzory, stwierdziłam, że uszyje coś na wzór tilda, wykroje od dłuższego czasu skrzętnie sobie zbieram (pomijając fakt, że w 90% procentach nie wiem za co się zabrać...), potem szybki przegląd szafy, co by tu pociąć... Padło na polarowy komplet zimowy, który dostałam wieki temu i jest całkiem nie w moim guście... Jak ma w szafie zalegać, to lepiej go już przerobić na rzeczy bardziej użyteczne ;)
Z lenistwa nie wyciągnęłam maszyny (przez co wieczorem byłam zła, bo to co szyłam z doskoku całe popołudnie, z maszyną poszłoby w 15 min...) no i okazało się, że z lenistwa narobiłam sobie tylko więcej pracy... A gdy wszyscy poszli spać, poskładałam moje "coś" w jedną część (oczywiście tu sobie tez utrudniłam... obym kolejnym razem najpierw ruszyła mózgownicą, a później igłą...)

Oto efekt mojego kombinowania... całe 21 cm króliczego szczęścia mojej córki :)



córcia się cieszyła z nowej zabawki, no i tym razem bezbłędnie stwierdziła, że to kic kic, więc jakieś postępy zrobiłam od czasu tego stwora ;)

ostatnio wieczory zarywałam nie przy szydełku, lecz przy książce... a zdarzało się, że najpierw szydełkowałam do późna, a potem jeszcze czytałam... odezwał mi się kolejny nałóg - książki :) jestem jednak dość wybrednym czytelnikiem i znalezienie sobie ciekawej lektury w naszej małej bibliotece graniczy z cudem, bo większość z tego, co chciałam przeczytać, dawno już przeczytałam...
Mam co jakiś czas zrywy na danego autora i wtedy czytam wszystko co mi wpadnie w ręce, musi mi po prostu odpowiadać styl pisania. Kilka lat temu miałam manię na Whartona, potem przyszedł czas na sagę o Wiedźminie Sapkowskiego... Jakiś czas temu namiętnie czytałam Cobena, Pattersona...
Od dłuższego czasu nie mogłam znaleźć sobie żadnej ciekawej książki... Panie w bibliotece za każdym razem proponują mi jakieś romansidła i nie potrafią zrozumieć, że ja tego nie trawię... Nie wiem dlaczego, ale książki pisane przez kobiety też mi nie pasują i ich styl pisania mnie drażni...
Udało mi się jednak ostatnio wygrzebać coś, co bardzo mnie zainteresowało (pomijając już fakt nieprofesjonalnego tłumaczenia i błędów rzeczowych, które miejscami utrudniały zrozumienie treści...)
Kręgosłupem wydarzeń jest morderstwo jednej z najlepszych uczennic w małym miasteczku i dochodzenie, które ma ustalić sprawcę. Autor sięga też głęboko w sferę psychologiczną, ponieważ okazuje się, że z niespełna 18-latką miał romans dorosły mężczyzna - uchodzący również w tej małomiasteczkowej społeczności jako wzór obywatela. W trakcie lektury poznajemy nie tylko coraz dokładniej podłoże związku tych dwojga ludzi, lecz dowiadujemy się również o konfliktach o podłożu politycznym i rasowym - wbrew pozorom również obecnym w naszym kraju... Co ciekawe autor zwrócił uwagę na działalność Baracka Obamy (książka wydana w 2005 roku, więc jeszcze przed wygranymi wyborami w USA, Obama dopiero obejmował wtedy urząd senatora).

Przypadła mi do gustu ta złożoność wątków i akcji, nawet się nie zorientowałam, kiedy skończyłam niemal 500-stronicową książkę... Muszę koniecznie poszukać innych powieści tego pisarza :)

dziękuję za życzenia i wszystkie miłe komentarze, które dodają mi siły i chęci do dalszego działania!
Pozdrawiam w ten paskudny dzień... niech wróci słonko i ciepełko, ogródek czeka ;)

niedziela, 10 stycznia 2010

zając poziomka to ja :)

Chciałabym przestawić kolejnego zwierzaka do kolekcji, tym razem zajączka. Oj wymęczył mnie strasznie, 2 dni go dłubałam, doszywałam, wyszywałam... ale - będę nieskromna- jestem bardzo zadowolona z efektu. Wyszedł idealnie tak jak chciałam! No i jak na zajączka przystało - zajada się marchewką :) Zdjęcia nawet nie są złe, ale w rzeczywistości prezentuje się jeszcze lepiej ;)



wysokość z uszami ok. 15 cm, wielkość marchewki ;) ok. 4,5 cm



fajne ma uszka, bo można je dowolnie układać :)



dużo czasu zajęło mi jego "poskładanie", ale ma wszystko co zajączek mieć powinien, nawet sterczące wąsiki i ogonek ;)



zajączek aż się prosi o zrobienie całej rodzinki, tylko nie wiem czy mi się uda zrobić kolejne, bo tradycyjnie robiłam go z głowy...

czwartek, 7 stycznia 2010

zwierzaków ciąg dalszy

U mnie dalej pracowicie.
Tak jak sobie postanowiłam, kończę stare rozgrzebane prace. To kolejna - różowy słonik, a właściwie to Pani Słoniowa ;) wysokość około 14 cm. Inspiracją była piosenka "cztery słonie", jedynie kokardki brak, ale słonikiem zaopiekowała się już córcia, więc wiązanie kokardki nie ma sensu :)





Kolejna praca powstała dzięki córce, a właściwie to przez nią ;) Dobrusia lubi postawić na swoim i tym sposobem jej ciocia po raz kolejny została bez breloczka do kluczy :) dlatego postanowiłam poratować ciocię i zrobiłam eleganckiego Pana Kicka. Ma trochę groźna minę, ale w końcu ma strzec kluczy ;) długość zwierzaczka ok. 11 cm.



jak na zajączka przystało jest i ogonek ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Wszystkie prace i zdjęcia zamieszczone w tym blogu są wyłączną własnością autorki (jesli jest inaczej, zawsze wyraźnie jest to zaznaczone).
Kopiowanie, wykorzystywanie, rozpowszechnianie, przetwarzanie w jakikolwiek inny sposób zdjęć oraz wzorów prac bez zgody autorki jest zabronione.
Wszelkie prawa zastrzeżone
.