niedziela, 7 sierpnia 2016

Turkusowe podkładki i włóczkowa przygoda

Ależ mnie znów długo nie było! Nowe obowiązki wciągają mnie w wir pracy i na szydełko najzwyczajniej brakuje sił... Ale bywają też chwile, że wewnętrzny głos mówi: siadaj i twórz.

No i powstają na przykład takie drobiazgi jak mięsiste turkusowe podkładki pod kubek ;) Komplet - całe 4 sztuki.


Wzór jest bardzo wdzięczny, pojawia się na wielu blogach rękodzielniczych.

Dziś znów pojawiła się nieodparta chęć szydełkowania. To pewnie efekt tego, że ostatnie dwa dni spędziłam w łóżku, ponieważ dzieci sprzedały mi bostonkę, a jak to u starych bywa - ścięło mnie totalnie... Tak więc odpoczęłam, w pracy oznajmiłam, że pojawię się najprędzej w środę, co by zarazy nie szerzyć i pojawiła się myśl - co zrobić z czasem, który trzeba spędzić na mało intensywnych czynnościach? No jak to co - szydełkować! Pomysł - jest, przecież za 2 tyg. krótki, ale zasłużony urlop, a mi się przyda nowa torba. Wertuję w myślach zapasy... mam cudną tasiemkową kremową włóczkę z dodatkiem wiskozy. Idealna na prostą, wielką torebkę. No to rzuciłam się do szukania w zapasach... Dawno nie przerzucałam włóczek i... nie ma. 4 solidne kłębki włóczki tasiemkowej diabeł ogonem zakrył... Palce świerzbią, aby szydełkować, nie ma mowy o innym projekcie... tylko nie mogę dobrać włóczki, która do niego pasuje... tamta jest idealna (jest, na pewno jest, tylko gdzie ja ją upchałam ponad 4 miesiące temu?). Też tak macie? Projekt jest, czas jest, tylko włóczka, o której myśleliście gdzieś wsiąkła? Uciekam więc dalej na poszukiwania tej jednej jedynej włóczki, obym znalazła, wtedy niebawem pojawi się kolejny wpis ;)

niedziela, 19 czerwca 2016

Biały przytulasty zając

Zając? Hmm... chyba bardziej królik, bo zające mają dłuższe uszy ;)

Wykonany do ostatniego centymetra białej puchatej włóczki, która została mi po poprzednich pracach. Prosty, bez zbędnych ozdób. Typowy minimalista. 



Wykonany w całości z głowy - tak jak szydełko poniosło. Nie będę ukrywać - uwielbiam ten stan, kiedy udaje mi się dziergać tylko to, co szydełko i włóczka samo podpowiada. Tu było nieco trudniej, z racji kurczącej się włóczki i kompromisów podczas tworzenia. 

Rękodzielnicze wyzwania też lubię, a nie przepadam jedynie za seryjną pracą, która więcej ma z rzemieślnictwa niż z twórczej radosnej pracy.

Pomalutku kończą mi się prace do prezentowania, nowe są ciągle w powijakach... Obowiązki domowe, zawodowe, ogrodowe i hmm... nazwijmy to społeczne mocno uszczuplają mi czas. Muszę wybierać co jest ważne, co mniej... Wy pewnie to znacie, dla mnie to nieco nowe doświadczenie, bo po wyłączeniu zawodowym na czas odchowania dzieci, życie podkręciło tempo niesamowicie, a do tego nasza fundacja otrzymała kolejny grant na realizację projektu, więc czas zapowiada się bardzo intensywnie. Przede mną nie lada wyzwanie - jak to wszystko połączyć i nie zwariować. Trzymajcie kciuki, bo nie chciałabym schować włóczek i szydełka głęboko do szafy ;)

sobota, 11 czerwca 2016

baletnica, czyli królik w różu

Róż. 

Ten kolor musi mieć w sobie to COŚ, skoro za nim przepadają dziewczyny w każdym chyba wieku (no, może oprócz mnie, ale czego się nie robi dla miłośniczek tej barwy).

Gdy trafiła w moje ręce pluszowa włóczka w RÓŻOWYM kolorze (bardzo różowym), to się nieco załamałam, bo na zdjęciach nie wyglądała tak... różowo. Musiała nieco poleżeć, żeby róż nie bił mi po oczach i abym wpadła na pomysł jak ją wykorzystać (odcień różu pomieszał mi szyki). Jedno było pewne - będzie milusi królik.

Wybierałam, przebierałam, przykładałam coraz to inne włóczki i chyba doszłam do kompromisu.



Postanowiłam połączyć ten kolor z białymi elementami (wnętrza uszu, opaska, "gumka" spódniczki) oraz grafitowymi dodatkami z włóczki fantazyjnej, która dodatkowo posiada błyszczące srebrne drobinki, tak jak i różowa włóczka.

Nawet na moich zdjęciach widać jak różne odcienie  potrafi przyjąć TEN róż. Na moim ekranie kolor zbliżony do realnego jest na tym zdjęciu powyżej.


 Szydełkowa, puchata baletnica, choć nie wygląda, jest spora. Jest to jedna z moich większych maskotek. Mierzy ok. 40 cm. W takim połączeniu róż chyba nie jest straszny nawet dla osób, które za nim nie przepadają?

**************************************************************************

Ogrodowo dzieje się nadal! Konstrukcja pod fasolę przygotowana, więc może się piąć ile wlezie ku uciesze dzieci ;) Miejsce do odpoczynku i szydełkowania czeka na ogarnięcie i kilka zakupów. Dziś przede mną ciąg dalszy walki z trawnikiem o kolejne plamy ziemi, na których będzie można posadzić roślinki :)

sobota, 4 czerwca 2016

Szczur - bo chłopcy nie lubią słodkich zabawek...

Zawsze największe problemy sprawiają mi rzeczy wykonane dla chłopców. Z dziewczynkami tak jakoś łatwiej ;) A jak jeszcze chodzi o jakąś zwierzęcą przytulankę, to już całkiem robi się kosmos.
Stąd pomysł na coś nietypowego, coś czym zainteresują się też i chłopcy. 

Powstał więc... szczur. Z długaśnym różowym ogonem. W dotyku jest niewyobrażalnie milusi i chyba wcale nie taki straszny ;)

Choć wyłupiaste oczy początkowo mogą nieco zmylić - szczurek jest całkiem przyjazny.


Na zdjęciach można zauważyć, że uszy są zrobione w nietypowy sposób. Zależało mi, aby nie były grube, a jednocześnie sztywno się trzymały, stąd pomysł na to, by wyszydełkowane elementy dodatkowo potraktować igłą - obrębiając brzegi powstał całkiem fajny efekt wizualny, a szydełkowe uszy grzecznie sterczą, a nie oklapują niczym uszko misia Uszatka ;)

  
Dzięki użyciu dwóch nitek włóczki soft powstał milusi efekt futerka. Szydełkowy szczurek w dotyku jest bardzo milusi - nic tylko się wtulać i miziać.


Jak się Wam podoba szczurek? Chyba wcale nie jest taki straszny ;) Dobrochna, moja córka, stwierdziła, że wyszedł całkiem jak bohater bajki "Ratatuj", tylko czapkę kucharską trzeba dorobić. Ja póki co, zostawiam szydełkowego szura w okrojonej wersji ;)

**********************************************************************

Wczoraj, a właściwie to już dziś, bo tradycyjnie przeciągnęło mi się grubo po północy, w końcu rozsiadłam się z szydełkiem. Ruszyły prace nad czymś całkiem nowym, mam nadzieję, że nie braknie mi weny i sił. 

Ostatnio bardzo pracowity czas - praca, fundacja, dzieci, dom i... ogród! Po latach odpuszczania w tym temacie wzięłam się za nasz kawałek piaszczystej ziemi przykrytej grubą warstwą przerośniętej trawy. Rozrysowuję, planuję, zrywam darń (razem z korzeniami dobre 30cm!), dorzucam ziemię z kompostownika (na razie kiepski, bo w praktycznie z liści, patyków i trawy, ale lepsze to, niż nic). Efektów wizualnych na razie wielkich nie ma (nie licząc brązowych plam na zieleni trawnika, z których coś tam wyrasta), ale mam nadzieję, że w przyszłym roku już będzie widać pierwsze efekty. Póki co zakasuję rękawy i działam. Po wytężonej umysłowej pracy nic nie relaksuje mnie bardziej niż intensywna praca fizyczna ;) Kto wie, może za jakiś czas pojawi się nowa kategoria na blogu ;)

wtorek, 24 maja 2016

dokąd tupta nocą...


...JEŻ - możesz wiedzieć jeśli chcesz ;)

Taki jeżyk mi wyszedł - zmęczony już usnął, bo pora późna. Upał zostawił jeszcze na jego pyszczku ciepłe rumieńce..


Jeżyk powstał z dwóch rodzajów włóczek - beżowego akrylu oraz trawki w kilku odcieniach.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Wszystkie prace i zdjęcia zamieszczone w tym blogu są wyłączną własnością autorki (jesli jest inaczej, zawsze wyraźnie jest to zaznaczone).
Kopiowanie, wykorzystywanie, rozpowszechnianie, przetwarzanie w jakikolwiek inny sposób zdjęć oraz wzorów prac bez zgody autorki jest zabronione.
Wszelkie prawa zastrzeżone
.